Charity is the new black

Działanie dla dobra publicznego mimo konsumpcyjnego trybu życia i gonitwą za pieniądzem, znacznie wzrosło  w ostatnich latach. Wbrew ogólnej znieczulicy na potrzeby innych, coraz więcej ludzi – szczególnie młodych – udowadnia, że pomaganie poprzez organizację darmowych, charytatywnych, eventów może być na topie. Dodatkowo daje też niezłą satysfakcję!

Jednak często można się natknąć na podstawowe pytania – czy tworzenie darmowego eventu ma sens? Czy ludzie cokolwiek wynoszą z takiego wydarzenia, mimo że event jest kapitalnym źródłem propagowania idei? A może darmowe eventy są idealnym miejscem dla  przysłowiowych „polaków – cebulaków”? Odpowiedź jest jedna – póki nie spróbujemy, to się nie przekonamy! Być może to MY  naszym niekonwencjonalnym podejściem do tematu trafimy do ludzi i udowodnimy wszystkim, że Polak potrafi pokazać serducho!

Dwójka młodych inspirujących ludzi – Kamil Sułkowski, założyciel stowarzyszenia Sportowy Bohater oraz Magdalena Sówka  – realizator akcji PomaGranie udowadniają, że organizacja  eventu pro bono ma sens. Poprzez promowanie szczytnej idei, udostępniając ludziom darmowy wstęp na wydarzenie, jest szansa że frekwencja będzie większa! I jest to szczytne, potrzebne posunięcie, a nie zysk pod przykrywką dobroduszności.

Od czego zacząć?

Od chęci zrobienia czegoś więcej dla kogoś lub otoczenia. Trzeba wykorzystywać środek przekazu jakim jest event, bo zwykłą reklamą ciężko jest o efektywność. Odbiorcy są tak przesyceni wszędobylskimi komunikatami komercyjnymi, że bardzo często nie zwracają już na nie uwagi. Dlatego nie wolno bać się działać!

Charytatywna cześć wzięła się chociażby z czystych statystyk. Dotarło do mnie, że moje pół godziny w punkcie krwiodawstwa to tydzień życia kogoś babci/dziadka, córki/syna czy żony/męża. Z krwi zrobił się szpik, ze szpiku kłótnia z rodzicami „nie będziesz się kłuła bez potrzeby, przecież to boli, przecież wwiercą Ci się w kręgosłup i możesz być niepełnosprawna!” No i tutaj zrodził się pomysł połączenia zbiórki z edukacją.

– podkreśla Magdalena Sówka.

Sport jest mi bliski! W 2015r, zorganizowałem festiwal sportowy – „SportToWy”, który umożliwiał każdemu wzięcie udziału w turniejach piłkarskich i badmintonowych – super atmosfera, setki ludzi. Wspólnie z zespołem stwierdziliśmy, że ma to sens i powinniśmy to kontynuować, jednak po kolejnym evencie w 2017r. zdałem sobie sprawę, że brakuje w tym wszystkim jakiejś głębszej idei. Wydarzenie, które promuje zdrowy tryb życia jest za mało „seksowne”, pociągające i powinno mieć cel – ten charytatywny! Stąd zrodził się pomysł na wydarzenie – Wykopmy Raka – nie dość, że grasz to jeszcze pomagasz!  To naprawdę ma potencjał.

opowiada z zaangażowaniem Kamil Sułkowski.

Jak wygląda proces organizacji?

Często charytatywne lub darmowe eventy spotykają się z powszechną opinią, że są organizowane w sposób niedokładny i pomijane są istotne szczegóły. Nic dziwnego – wielu organizatorów wychodzi z założenia, że skoro uczestnicy mają na tym evencie wszystko za darmo, to zbytnie roztkliwianie się nad produkcją nie ma potrzeby. Z czego to wynika? Powodów jest wiele – cięcie kosztów, mentalność czy tworzenie koncepcji mało kreatywnych, bez polotu. Jednak wcale nie musi tak być. I co najważniejsze – nie jest!
Na początek warto poszukać partnerów i sponsorów. Jak zauważa Kamil Sułkowski:

Firmy, korporacje lubią się angażować w inicjatywy społeczne, „wybielić” swój wizerunek, a także mieć świadomość, że pomagają w realizowaniu pewnej misji.


Podobnie twierdzi Philip Berners, który na wykładzie z zarządzania eventami w Collegium Civitas mówił studentom, że eventy charytatywne należą do najbardziej prestiżowych:

Dla wielu zapewne brzmi to dziwnie. Prawdopodobnie myślicie o tym, że eventy charytatywne mają niskie budżety, a każda złotówka powinna być przeznaczona na działania charytatywne. Jednak akcje tego typu muszą nie tylko przetrwać, ale i pokazywać się publicznie. Potrzebują zatem odpowiedniego “nagłośnienia”, w czym pomagają im kreatywne eventy pełne celebrytów i widowni.


W procesie szukania partnerów warto również zaangażować do współpracy znane osoby, bo jak wiadomo znane, rozpoznawalne twarze są istotne w promowaniu wydarzenia. W przypadku wydarzenia Wykopmy Raka, każda złotówka zbierana była na podopiecznych fundacji Rak’n’Roll. Pieniądze zbierane były na 3 sposoby.  Jako wpisowe (250zł za drużynę), kolejno przez zbiórkę na evencie. Następnym etapem była licytacja rzeczy gwiazd, które uświetniały sportowy turniej.

Na co należy postawić przy organizacji takiego wydarzenia?

Piłka i bieganie, chciałbym zmienić postrzeganie ludzi – mówi Kamil Sułkowski – myślę dwutorowo. Po pierwsze chcę wrócić do korzeni sportu. Pokazać, że sport to nie wielkie pieniądze. Niestety w dzisiejszych czasach kojarzy się z ogromną komercją, marketingiem oraz z obrzydliwie wysokimi pensjami dla piłkarzy, które są wręcz niemoralne. To jeden wielki biznes zamiast sportu! A przecież kilkanaście lat temu piłkarze to byli pasjonaci! Pracowali na co dzień w jakimś zawodzie, a grali z pasji – teraz wielu osób kłuje to w oczy. Dawne postrzeganie sportu zanika!

Jak reagują ludzie na darmowy event?

Na darmowy event, ludzie mają większą skłonność żeby nie przyjść mimo, że się zadeklarowali – bo nie ponoszą kosztów za nieobecność. Gdyby wydarzenie było biletowane i ludzie zapłaciliby za nie, to szanse, że się nie pojawią są drastyczne niższe. Więc jest to  dodatkowe wyzwanie! Co zrobić żeby mimo wszystko uczestnicy pojawili się na evencie? Żeby im się chciało? Trzeba podsycać ich zainteresowane od momentu usłyszenia o wydarzeniu od momentu aż event się odbędzie. To jest bardziej czasochłonne kapitałochłonne, żeby ten proces przyjścia na event rzeczywiście się ziścił.

mówi Kamil Sułkowski.

Warto jednak nadmienić, że oprócz wirujących znaków zapytania o decyzji, czy wziąć udział w wydarzeniu, czy nie, uczestnicy często nie szanują  pracy innych nad realizacją. Często przyjmują postawę przysłowiowego „polaka-cebulka”, którego zadaniem jest wyniesienie, z eventu wszystkiego, czego się da. Magdalena Sówka, uważa jednak, że Polak nie zawsze się tak zachowuje!

Z mojego doświadczenia, o dziwo nie. Prawie każdy, kto wchodził, mimo darmowego wstępu zostawiał co nieco w puszce. Polak potrafi pokazać serducho! Gadżety i konkursy na pewno „zwabiły” cześć publiczności, ale jak na darmowe wydarzenie, naprawdę więcej dostaliśmy niż oddaliśmy.


Czy uważasz, że na wydarzeniach charytatywnych powinno się zarabiać?

Pieniądze vs cel charytatywny… Dlaczego nie można tego połączyć? Dlaczego za każdym razem to pytanie wzbudza dużo kontrowersji? Czy podejście pełne jadu do zarabiania na eventach znajdziemy tylko w Polsce?

Zarabianie na akcjach charytatywnych jest drażliwym tematem odkąd pamiętam. Szczerze powiem, że kiedy jest to jednorazowa mała impreza, czy zbiórka na portalu na nagłe wypadki – myślę, że nie. Nagłe wypadki potrzebują każdego grosza. Teraz powiem coś, z czym większość się nie zgadza – eventy typu WOŚP, czy inne doroczne, wpierające duże fundacje wydarzenia, wręcz powinny zarabiać – po pierwsze na dalszą działalność, bo im więcej takich inicjatyw, tym lepiej, a po drugie – nagradzajmy ludzi, którzy szerzą dobro! Gdyby nie Owsiak, niejedna z osób, które osobiście znam, mogłaby już nie żyć. Dajmy ludziom poczuć, że należy im się nagroda za przeznaczony czas, pasję i poświęcenie, bo wiele z nich robi to na pełen etat. W końcu to też ludzie, zjeść i ubrać się za coś muszą, by móc dalej pomagać. Chociaż tyle możemy dla nich zrobić.

odpowiada Magdalena Sówka.

Bardzo podobnie, ale z perspektywy pracy odpowiada na to samo pytanie Kamil Sułkowski:

Jeżeli są specjaliści, którzy znają się na robieniu eventu/ marketingu i angażują swój czas, siebie oraz swoje kompetencje na rzecz jakiejś społecznej organizacji w ramach pracy, a nie wolontariatu, to z mojej perspektywy (choć, ktoś może uznać to za nieetyczne) powinien otrzymywać wynagrodzenie. Bo skoro ten sam człowiek by tego nie robił to musiałby pracować na rzecz jakiejś korporacji lub agencji chcąc się najzwyczajniej utrzymać i zapewnić sobie podstawowe warunki do życia. Swój czas i umiejętności wykorzystałby na rzeczy zupełnie nie związane z działem społecznym, przez cel społeczny w ogóle się nie spełni. Więc jeśli ten człowiek otrzyma wynagrodzenie za to działanie to przychód organizacji jest znacznie większy, niż koszt pensji pracownika. Np. Szlachetna Paczka zrzesza dużą część pracowników, koordynatorów. Ktoś może powiedzieć, że wypłata dla nich to strata pieniędzy! Jednak gdyby jej nie otrzymywali  to nie mieliby źródła utrzymania, a dobro nie mogłoby się ziścić.


 Czy brak wynagrodzenia za organizacje charytatywnego eventu jest satysfakcjonujący?

Jakby odpowiedzieć, żeby samej sobie nie zaprzeczyć? Z jednej strony pieniądze to potrzeba każdego z nas, fajnie je mieć, na pewno w jakiś sposób są motywatorem. Ale z drugiej strony fakt, że zrobiłam coś dobrego z czystego widzi mi się i dla idei, potrafi zaspokoić. Pamiętam jak czułam się po moim koncercie charytatywnym – wow, faktycznie pomogłam prawdziwym ludziom, tu i teraz. Nie czułam potrzeby zapłaty. Jako, że było to moje pierwsze duże wydarzenie, byłam podjarana samym faktem, że działamy i widzimy efekty. Zebrane doświadczenie i kilka pochwał, które połechtały ego usatysfakcjonowały mnie równie mocno, jak pieniądze za wykonaną robotę. Na pewno robienie czegoś pro bono i dla innych jest satysfakcjonujące, koniec, kropka, nie da się z tym kłócić, ale jeśli chcemy czuć tę satysfakcję cały czas, musimy włożyć w tę pracę wszystkie zasoby, jakie mamy. Na dłuższą metę pieniądze to nie motywator, a możliwość kontynuowania dobrej roboty.

odpowiada Magdalena Sówka.

Warto pamiętać, że pieniądze to nie wszystko! Ale wynagradzanie za szerzenie dobra jest również ważne. Może wobec tego porzucić stereotypy, otworzyć się na inicjatywy i dołączyć do aktywnych społecznie ludzi? Młodzi wcale nie są tacy straszni jakich ich malują! A eventy darmowe mogą być perfekcyjne zorganizowane i nakłaniać do przemyśleń!

„Starajcie się zostawić ten świat choć trochę lepszym, niż go zastaliście”

– Robert Baden-Powell.

 

Zobacz artykuł o tym, w jaki sposób event może przedstawiać problemy społeczne.