Dlaczego zwierzęta na evencie to zły pomysł?

Bardzo często mówi się, że zwierzęta to najlepsi przyjaciele człowieka. Ale czy człowiek jest dobrym przyjacielem dla zwierząt? Dlaczego mimo ogólnego przekonania o szanowaniu naszych pupili, propagowaniu kampanii uświadamiających, aby nie traktować ich jak zabawki, zachęcając do adopcji przy organizacji eventów o tym wszystkim  zapominamy? Czy tutaj reguły nie obowiązują?

Nie od dziś wiadomo, że nawet słabej jakości piknik rodzinny mogą uratować zwierzęta, koniki i osiołki przyciągają dzieci i cieszą się one największą popularnością. Mimo, że to wywołuje uśmiech na twarzach dzieci, zwierzętom nie jest do śmiechu. Często są przerażone, wycieńczone i zestresowane.  Nie maja także zapewnionych godnych warunków, a ich obecność na wydarzeniu nastawiona jest głównie na zysk. Czy musimy dopuszczać do takich sytuacji? Dziś pokażemy wam, dlaczego obecność zwierzaków na eventach nie należy do dobrych pomysłów i w jaki sposób możemy zastąpić je innymi, o wiele lepszymi atrakcjami. Przedstawimy także kilka przypadków, które wskazują na to, że nie warto angażować naszych czworonożnych przyjaciół w eventowe akcje.

Żywy element scenografii

Co roku w okresie przedświątecznego szaleństwa organizatorzy świątecznych stref dla dzieci  prześcigają  między sobą się w konkursie na najoryginalniejszy pomysł. Wioska Świętego Mikołaja, Pracownia Elfów, Fabryka Zabawek…. pomysłów jest bardzo dużo i niektóre są naprawdę efektowne.  Niestety w tym roku posunięto się o krok dalej. 15 grudnia na parkingu przed urzędem na Ursynowie stanęła świąteczna atrakcja – powóz Mikołaja oraz zagroda z reniferami, z którymi mieszkańcy mogą sobie robić zdjęcia. Po udostępnieniu zdjęć i filmów z wydarzenia w internecie zawrzało. Niektórzy mieszkańcy twierdzili,  że renifery były przestraszone i nie powinny być żywą, świąteczną atrakcją. Oprócz tego warto dodać tu „mobilne” akwaria czy terraria, które momentami również pojawiają się na wydarzeniach jako elementy scenografii. Czemu to jest złe? Bo takie zwierzęta potrzebują stałych warunków klimatycznych. Ryby często nie wytrzymują częstej zmiany wody i przemieszczania, a gady czy płazy mogą być zwyczajnie zestresowane ciągłym jeżdżeniem i przemieszczaniem, a także tłumami.

Warto przemyśleć dziesięć razy coś takiego – zwierzęta nie są scenografią i praktycznie zawsze takie sytuacje kończą się źle. Zwłaszcza wtedy, kiedy dochodzi do śmierci niektórych z nich, uczestnicy to udokumentują aparatami w telefonach i wypuszczą do internetu. Każdy organizator powinien sobie to wziąć do serca, bo szacunek do zwierząt to jedno, a przypięta przez internautów łatka kogoś, kto znęca się nad zwierzakami często przez wiele lat może rzutować na karierze i dalszych współpracach. Warto spojrzeć na to również od tej strony – świadomość społeczna z roku na rok coraz bardziej rośnie. I wiele osób zwyczajnie nie chciałoby współpracować z człowiekiem, który przyczynił się do cierpienia zwierząt.

Jarmarczne mini zoo

Często nieodstępnym elementem rodzinnego pikniku jest mini zoo. Pewnie każdy z nas to zna. Mała zagródka z osiołkami, kucykami i króliczkami, które wyglądają przeuroczo i przyciągają tłumy przechodniów. Każdy chce pogłaskać takie słodziutkie zwierzątko, zrobić sobie z nim zdjęcie i się z nim pobawić. Niestety mało kto zdaje sobie sprawę z tego, co czują te zwierzęta. Zmuszane do ciągłego głaskania przez dzieci oraz użyczania swojego grzbietu. Większość z nich jest maksymalnie zestresowana, zwłaszcza króliki, które należą do wyjątkowo wrażliwych i delikatnych ssaków. Bardzo często, a raczej notorycznie, na takich piknikach nie ma odpowiednich warunków dla tych zwierząt. Za mało miejsca, brak wystarczającej ilości pożywienia i zestresowanie dużą ilością ludzi oraz bodźców.

Warto tutaj też wspomnieć o atrakcjach jakie oferują agencje organizując wyjazdy w góry. Nieodstępnym elementem górskich wycieczek, jest przejażdżka bryczką na Morskie Oko. A dlaczego?  To nie jest trudna trasa do pokonania. Co to za wyprawa bez minimalnego wysiłku fizycznego, polegająca jedynie na przejażdżce.  Mimo, że ukształtowanie terenu jest płaskie, dwugodzinne ciągnięcie obładowanej bryczki to dla koni ogromny wysiłek. Zwłaszcza, że odbywa się to kilka razy pod rząd. I tak codziennie. Znamy wiele niechlubnych przypadków z Morskiego Oka, kiedy to zwierzęta padały z wycieńczenia podczas takiej trasy. Wiele lat temu sprawa została nagłośniona w mediach, jednak ludzie nadal korzystają z tej „atrakcji”.

Zamiast mini zoo możemy zaoferować całą masę przeróżnych atrakcji organizowanych przez firmy zajmujące się animacją najmłodszych. Albo prelekcje o zwierzętach lub gry i zabawy, które będą mogły wprowadzić dzieciaki w świat przyrody. Z pewnością takie dzieci będą się o wiele lepiej bawić, a przy okazji spędzą czas w fajny i kreatywny sposób. Dzisiaj mamy naprawdę wiele dużo bardziej interesujących rozrywek.

Content oparty o… zwierzęta, czyli klubowa krowa

Co może przyciągnąć ludzi na wydarzenie? Na czym oprzeć reklamę? Zastanówmy się chwilę… na zwierzętach! I to uwaga… na krowie! W 2015 roku na początku maja w warszawskim klubie DeLite odbył się event, na którym jedną z atrakcji była żywa krowa! Biorący w niej udział ludzie mogli zrobić sobie z nią zdjęcia, które organizatorzy imprezy zamieszczali na stronie klubu. „Atrakcja” wzbudziła falę oburzenia i negatywne komentarze w sieci. Jedna z internautek namawiała do zgłaszania tego wydarzenia jako przestępstwo, a na Facebooku powstała grupa „Gardzę klubem DeLite”. Jaki z morał z tej sytuacji? Mimo, że nie było to przemyślane posunięcie, o tym klubie zrobiło się głośno. I tu potwierdziła się złota reguła – nie ważne jak mówią – byleby mówili.

Organizatorzy eventu tłumaczyli się, że inspiracją  były kluby europejskie i amerykańskie. Dodatkowo podkreślali fakt, że krowa o imieniu Matylda była podopieczną cyrku, a przedstawiciele tego obiektu, poinformowali właścicieli klubu, jak należy się nią zająć. Czy to nie brzmi absurdalnie?

Pijani, wyluzowali ludzie, robiący sobie zdjęcia z przestraszoną krową, która nie za bardzo zdaje sobie sprawę z tego, gdzie się znajduje. Miało być zabawnie. Wyszło… trochę mniej zabawnie. Jeśli chcemy robić popularny ostatnio „beka content”, to chociaż ruszmy mózgiem i nie wstawiajmy krowy do klubu. Ani konia. Ani słonia. Ani niczego, co żyje, oddycha, nie może się bronić i nie jest świadome sytuacji.

Cyrkowe szaleństwo

Z przykrością trzeba stwierdzić, że większość cyrków, które podróżują po Polsce nie cieszy się dobrą sławą. Całe show ogranicza się do pokazu zwierząt przeskakujących przez obręcze, nudnych skeczów klauna i tak zwanych „zapychaczy” czyli możliwości zdjęć ze zwierzętami, monotonnych przerywników, huków i niemiłosiernie głośnej muzyki.

Zwierzęta nie są dobrze traktowane w takich miejscach. Nieustanne tułaczki z miasta do miasta nie służą im dobrze, nie wspominając już o tym, że brak im odpowiednich warunków. Stałe trzymanie w klatce olbrzymich zwierząt, często bez jedzenia i picia jest dla grup cyrkowych niestety czymś notorycznym. Natomiast jeszcze bardziej brutalna jest sama tresura zwierząt. Słonie, które z natury są płochliwe, miesiącami potrafią być bite, torturowane, a ich nogi przywiązywane linami, aby „poddały się” i pozwoliły człowiekowi dosiąść. Albo wykonać jakąkolwiek sztuczkę. Zwierzęta te mają dobrą pamięć i po miesiącach bezwzględnej tresury wolą zrobić to, czego życzy sobie człowiek, niż przeżyć ten koszmar jeszcze raz. Warto także wspomnieć o tym, że zwierzaki są często faszerowane środkami, które sprawiają, że stają się bardziej podatne na sugestie i po prostu bezwładne. Więc ludzie mogą robić z nimi, co chcą.

Cyrk bez zwierząt

27 marca 2015 roku Komitet Psychologii Polskiej Akademii Nauk uchwalił ustawę w sprawie poparcia działań podejmowanych w celu  ograniczenia wykorzystywania zwierząt w cyrkach.

(Źródło: http://www.kompsych.pan.pl/images/Sprawozdania2011-15/2015/Za%C5%82._1b._Uchwa%C5%82a_KP_PAN_27.03.2015.pdf )

W tej konkretnej ustawie możemy przeczytać m. in. o tym, że „Spektakle cyrkowe z udziałem zwierząt są pozbawione walorów edukacyjnych, a także potencjalnie szkodliwe dla procesu wychowania młodych ludzi”, co przytacza również fundacja Viva w raporcie z 2016 roku. W końcu na logikę – co rozwojowego może być w oglądaniu zwierząt w ich nienaturalnym środowisku?

A jak było kiedyś? Zupełnie inaczej! Otóż historia cyrku jest nieco inna, niż nam się wydaje. Cyrk był miejscem zapomnienia, uśmiechu i rozrywki. Warto przypomnieć, że to widowisko rozrywkowe ukształtowało się w Anglii w XVIII wieku i początkowo składało się z występów akrobatów i tancerzy. Nie było tam miejsca na zwierzęta, dopiero później w cyrkowych harmonogramach zaczęto uwzględniać tresurę zwierząt. Wraz z ekspansją człowieka na różne części świata i zainteresowaniem egzotycznymi zwierzętami wzrosła popularność takiego widowiska. Jednak czy nie można wrócić do cieszenia się cyrkowym show wyłącznie z udziałem ludzi? Czy jednak większość boi się, że brak zwierząt w kolorowym cyrku przyczyni się do jego upadku?

Tak przecież nie musi być! Idealnym przykładem takiego cyrku jest Cirque du Soleil –  kanadyjski zespół, który podbija serca publiczności  na całym świcie. Jaki jest jego sekret? Całkowity brak zwierząt. Całe show oparte jest na ludziach, którzy opowiadają historię całym sobą w sposób magiczny, przenosząc odbiorcę do innej krainy. Wszystko ma idealny scenariusz i przepiękną oprawę wizualną, dzięki czemu Cirque du Soleil to wspaniały performance także pod kątem eventowym. Da się? Da!

Dlaczego zwierzęta na evencie nie są dobrym pomysłem?

Wiemy, że u wielu osób mogły pojawić się wątpliwości i pytania. Bo przecież takie zwierzaki pojawiające się na eventach służą jako rozrywka, głównie dla dzieci. Czemu nie mogę pokazać swojemu dziecku słonia w cyrku? Czemu renifery czy żywe szopki mogą zostać negatywnie odebrane?

  • Ryzyko „fakapu”. Bo zwierzak nie jest twoim podwykonawcą ani pracownikiem. Nie jest też zatrudniony na evencie jak cała reszta i nie bardzo ogarnia swoje obowiązki. Dlatego może się zbuntować i po prostu nie zrobić tego, co akurat byś chciał. Albo załatwić swoje potrzeby fizjologiczne w nieodpowiednim miejscu. A tego chyba nie chcesz, prawda?
  • Zestresowane zwierze instynktownie będzie się bronić, to normalne. Zwłaszcza takie, które otoczone jest przez tłumy, hałas i ze wszystkich stron napiera na nie masa bodźców. Spłoszone zwierzęta bywają niebezpieczne – nie tylko te dzikie, ale także te, które znamy i wydają nam się dość łagodne. Konie i krowy także mogą w popłochu kogoś skrzywdzić. Niejednokrotnie mówiło się o przypadkach, w których stało się nieszczęście i podczas eventu lub cyrkowego show zwierzę rzuciło się na człowieka. Starajmy się więc, aby takie sytuacje nie miały miejsca i odpuśćmy sobie zwierzęta na wydarzeniach. Także dla bezpieczeństwa uczestników.
  • W przypadku wszystkich mini zoo i „żywej scenografii” istnieje prawdopodobieństwo, że nasze zwierzątka nie wytrzymają presji i… po prostu nie przeżyją. Jaką wartość edukacyjną dla dzieci mają w takim razie rybki pływające do góry brzuchem, czy co gorsza jakieś inne zwierzątka,  które na oczach uczestników eventu… wpadną w furię lub po prostu umrą? To nic przyjemnego ani dla zwierząt, ani dla oglądających.
  • Warto dodać, jak wiele w dzisiejszym świecie jest fundacji i organizacji dbających o dobro zwierząt. Oraz jak wielką siłę ma internet. Jedna wpadka i event już pojawia się w sieci, oczywiście zlinczowany. Wspominaliśmy już w podawanych przez nas przykładach, jak kończyły się takie „wybryki” i jakie łatki zostały przypięte danym firmą, które zdecydowały się zorganizować jakie wydarzenia. Dlatego dla dobra własnej reputacji i sumienia – lepiej zaangażujcie w swoje wydarzenie naprawdę utalentowanych ludzi, niż zwierzęta. Otrzymacie lepszy feedback i unikniecie problemów.
Gdzie zobaczyć zwierzęta? Znamy alternatywy!
  • Rezerwaty, ścieżki edukacyjne – istnieje wiele wycieczek i ścieżek edukacyjnych przeznaczonych specjalnie dla rodzin z dziećmi! Można z nich skorzystać i pokazać swoim pociechom zwierzaki w środowisku naturalnym.
  • „Dobre” zoo, czyli takie, w którym zwierzęta zostały uratowane z polowań, a także są rozmnażane i transportowane do naturalnych warunków. W Polsce zwierzęta, które nie przeżyłyby w swoim naturalnym środowisku – dlatego mieszkają w ogrodzie zoologicznym – możecie zobaczyć m. in. w Nowym Zoo w Poznaniu.
  • Safari, gdzie znajdują się wszelakie gatunki zwierząt! I to całkiem niedaleko, bo w Czechach. Na safari można specjalnym samochodem – jak na prawdziwym safari – można przejechać się szlakiem dzikich zwierząt. Żyją one na dość dużym terenie czeskiego Safari i to właśnie tam zwierzęta rozmnażają się, a ich potomstwo trafia do naturalnych środowisk. Warto wspomnieć, że od wielu lat trwają tam programy hodowli nosorożców, żyraf, bawołów, zebr czy antylop, co jest niezwykle ważne dla rozwoju ich populacji.