Event „kopiuj-wklej”, czyli jak organizatorzy zrzynają z zagranicy?

Nauczyciele w szkole podstawowej mówili, że ściągać to jednak też trzeba umieć. To właściwie całkiem mądre słowa. Zwłaszcza w dzisiejszym świecie, w którym tak naprawdę niełatwo wymyślić coś nowego. Bo każdy ma wrażenie, że wszystko już było. A gdzie było? Za granicą.

Takie zdanie mają biznesmeni, graficy, artyści, a także event managerowie i scenografowie. Tok myślenia jest następujący: skoro już było, skoro się sprawdziło, skoro wymyślił to ktoś wielki i władował w to taką ilość pieniędzy, to znaczy że pomysł jest strzałem w dziesiątkę. I mogę się nim „zainspirować”. Bo przecież inspiracja to nic złego, prawda?

Mikołaj Rej powiedział: Polacy nie gęsi, iż swój język mają.

A potem przyszedł taki polski organizator wydarzeń ze swoim magicznym komputerkiem. Jednym ruchem kursora zaznaczył sobie to, co go interesuje, potem kliknął kopiuj, a następnie wklej. Dumny odtwórca zakleił wszystkie dziury, na załatanie których budżet mu nie pozwolił, zamalował niedoskonałości i voila!  Event jak nowy. Choć trochę używany, tylko gdzieś indziej.

Na pewno widziałeś kiedyś kobietę ślepo podążającą za modą lub konkretnymi ikonami stylu. Taka osoba często odtwarza stylizacje kogoś innego, jednak nie bierze pod uwagę tego, że może mieć inną urodę, budowę ciała i budżet. I nie każde ubranie może do niej pasować. Jeśli jedynie się inspiruje i ma wyczucie – ubierze się korzystnie i podkreśli swoje walory. Jeśli natomiast działa na zasadzie kopiuj-wklej, często może wyglądać komicznie, jak przebrana, lub co gorsza – przaśnie i tanio.

„Inspirowanie się” w ten sposób zagranicznymi eventami jest dokładnie tym samym, co w przypadku osoby nieumiejętnie kopiującej cudzy ubiór. Mamy dobre intencje, jednak inspiracja często nie pasuje do naszej imprezy, nie mamy odpowiedniego budżetu, lub zastępujemy pewne rozwiązania czymś tańszym lub gorszym jakościowo. W efekcie otrzymujemy chińską podróbkę eventu. Albo jeśli jakimś cudem uda nam się to zrobić dobrze – dokładną kopię innej imprezy! Co również nie powinno być powodem do zachwytu.

Inspiracja czy plagiat

Zacznijmy od tego, czym jest sama inspiracja. Słownik PWN mówi, że to natchnienie i zapał twórczy. Jeśli słownik tak mówi, to musi mieć rację! Skoro inspiracja jest natchnieniem i zapałem twórczym, to czym jest inspirowanie się? Niczym innym, niż zaczerpnięciem pewnych elementów z inspirującej nas rzeczy albo konkretnych sposobów tworzenia. Inspiracja to nie kopia. Nie możemy mówić o natchnieniu, kiedy nie mamy pomysłu na swój własny projekt i dosłownie przekalkowujemy cudzą twórczość. Niestety w branży eventowej jest to dość spory problem. Najgorsze jest to, że wykorzystywane są tak charakterystyczne elementy, że aż przykro i niesmacznie.

Dlaczego tak się dzieje?
  • Klienci często nie śledzą trendów światowych albo nawet nie wiedzą, co się dzieje na naszym polskim rynku. Dlatego wielokrotnie nie mają świadomości, że zaprezentowany przez agencję projekt jest „dużą” inspiracją.
  • Coraz więcej organizatorów wydarzeń podczas poszukiwania pomysłu na event korzysta z takich serwisów jak Pinterest czy Behance, gdzie są gotowe wizualizacje scenografii, które wystarczy wkleić do prezentacji przetargowej.
  • Wiele osób myśli, że skoro event jest zamknięty, to nikt się nie dowie. Choć w dzisiejszych czasach opanowanych przez social media taki punk widzenia jest wielką naiwnością.
  • Wiele osób nie zdaje sobie również sprawy, że to jest nieeleganckie korzystać z czyjegoś pomysłu. Tak samo jak zainspirować się mechanizmem wykorzystanym przez inną agencję.
Czym grozi ślepe podążanie za innymi organizatorami?

Poza konsekwencjami prawnymi, do których może dojść jeżeli dany organizator, reżyser, scenograf zdecyduje się walczyć o swoje, to wizerunkowy strzał w kolano. Niestety tylko branżowe i tylko wśród świadomych organizatorów wydarzeń, którzy rzadko zabierają głos na forum w takich tematach. Przez co kopiujący czują się bezkarni.

Bezmyślność w kopiowaniu:
  • Dosłowne kopiuj-wklej.

Powielanie niemal wszystkich elementów jakiegoś innego eventu. Dlaczego to jest złe? Bo po pierwsze: świadczy o braku własnych pomysłów. Po drugie: ktoś się może zorientować. Pamiętaj o tym, że dziennikarze, którzy przychodzą często na imprezy lub ludzie stale biorący udział w eventach mają szeroki wgląd w to, jak wyglądają inne wydarzenia. Jeśli ktoś z gości widział już wcześniej podobne motywy na żywo lub w internecie, istnieje prawdopodobieństwo, że napisze o twoim evencie coś niepochlebnego. Lub rozpuści plotkę. A chyba nie chcesz, aby przypięto ci łatkę plagiatora.

  • Wykorzystywanie takich samych motywów na innych typach imprez.

Widziałeś fajny pokaz mody z genialną scenografią? Super, użyjesz go w takim razie u siebie! Będziesz sprytny, bo nie użyjesz go w pokazie mody, aby nikt się nie zorientował tylko na wydarzeniu firmowym. Pomysł już jest, wystarczy go jedynie zrealizować. Ale nie wiem co gorsze, bo niestety ostatnio widzieliśmy pracę jednej z firm scenograficznych. Bez skrępowania wykorzystała ona scenografię innego, zagranicznego projektanta mody do polskiego pokazu. Nieładnie…

  • Przaśność – największy wróg inspirowania się cudzą pracą. 

Jeśli nie masz konkretnego wyczucia, doświadczenia, estetyki i nie dopieścisz szczegółów, na 99% twoja impreza będzie kaszaną. Wiesz, gdzie tkwi sukces kultowych realizacji? Oczywiście w pomysłach, ale one stanowią jedynie połowę sukcesu. Druga połowa to detale. Dopracowane aż tak, że nie ma się do czego przyczepić. Perfekcyjna scenografia nawiązująca do konkretnego motywu, detale takie jak zaproszenia czy wcześniejsza promocja, marketing, stroje i cała masa innych drobiazgów. Kluczem do sukcesu jest spójność od samego początku i dbałość o szczegóły. Jeśli tego nie ma, nawet najlepszy pomysł na event może okazać się jarmarcznym festiwalem wpadek.

  • Przeświadczenie o tym, że Polska jest tak małym krajem i nikt się nie dowie o „inspiracji”.

Faktycznie może i Polacy nie są wiodącymi na świecie prekursorami w każdej dziedzinie, o których namiętnie rozpisują się zachodnie media. Jednak należy zauważyć, że w dobie internetu i globalizacji bardzo łatwo jest trafić gdzieś dalej. Zdarza się tak, że o naszych imprezach napisze ktoś w innym kraju. I wypadałoby postarać się, aby pisali dobrze. Bo nagłówek „Polski event łudząco podobny do imprezy XYZ” nie brzmi dumnie, prawda?

  • Budżet, który nie pokryje twojej wizji.

Zapewne widziałeś w internecie zdjęcia rzeczy z chińskich stron internetowych. Albo sam kiedyś zamówiłeś coś, co na żywo zupełnie cię rozczarowało. Oczekiwania kontra rzeczywistość. Rzecz na zdjęciu wyglądała jak milion dolarów, a na żywo to nie było nawet dziesięć groszy. Dokładnie taki efekt uzyskasz, jeśli szalone inspiracje będziesz chciał odzwierciedlić u siebie dysponując niewielkim budżetem. Niektóre elementy możesz zastąpić kreatywnymi rozwiązaniami, które nie wymagają dużych nakładów finansowych. Jednak są takie technologie czy atrakcje, na które po prostu ci nie wystarczy. I jak to mówią – z koniem się nie kopie. Lepiej sobie odpuścić, niż na siłę i po taniości próbować stworzyć dokładną kopię czegoś na wysokim poziomie.

Jak w takim razie można się inspirować?
  • Użyj mózgu.

To najlepsza rada ze wszystkich. Wyzbądź się chęci ślepego kopiowania. Przed wdrożeniem w swój projekt czegoś, co być może cię zainspirowało, po prostu się zastanów. Pomyśl, jak możesz zrobić to po swojemu. Zainspiruj się i zaczerpnij to, co najlepsze, tworząc na tej podstawie swoje autorskie dzieło.

  • Pamiętaj o spójności.

Spójność to podstawa. Im bardziej dopracowane są detale, tym lepiej wygląda dane wydarzenie. Jeśli tworzysz event w stylu hawajskim, ubranie barmanów w sombrero będzie niezłą wpadką. Dbaj o dopasowanie motywów i drobne szczegóły, zrób research i rozeznaj się w swoim motywie przewodnim. Inspirujesz się jakimś krajem? Dowiedz się czegoś o jego kulturze, kuchni, obyczajach.

  • Zatrudniaj różnych podwykonawców.

Wiesz, czemu wiele polskich eventów nie różni się wieloma szczegółami? Bo choć tworzone są przez różne agencje, na eventach występują ci sami podwykonawcy robiący swoją robotę w bardzo podobny sposób.

„Na imprezie X był fajny catering, zrobię u siebie to samo”! I o ile wspieranie firm nie jest niczym złym, to niestety robienie u siebie tego samego „Bo u konkurencji było fajne” jest strasznie słabe.

Daj coś od siebie. A jeśli naprawdę bardzo chcesz współpracować z tą konkretną firmą, postaraj się zaoferować swoim gościom coś więcej, niż kopia usługi z innego eventu.

  • Naucz się inspirować.

Każdy artysta powie Ci, że inspirowanie to nie odtwórstwo, a zaczerpnięcie najlepszych elementów. Jeśli malarzowi podobają się obrazy Claude’a Moneta, nie powinien raczej malować stawów, łąk i łódek w impresjonistycznym stylu i tych samych barwach. Jeśli chce, to w porządku. Ale dalej będzie to utożsamiane z Monetem, a nie z tym konkretnym malarzem. Może zamiast tego powinien pomyśleć o zmianie kolorów albo tematyki obrazów? Wtedy jego dzieła będą wyglądać tak, jakby tylko „liznął” inspiracji od legendarnego mistrza malarstwa. Reszta będzie jego, stworzy zupełnie nowy styl. W eventach powinieneś robić to samo. Po prostu zaczepić się o jakiś punkt. Tylko o jeden punkcik, a nie łączyć kropki, które finalnie przedstawią kopię twórczości kogoś innego.

  • Twórz tablice na Pintereście!

Wiedzą o tym nawet instagramowe influencerki, serio. Pinterest jest kopalnią inspiracji. Znaleźć tam można dosłownie wszystko – od pomysłów na połączenie elementów garderoby, przez dekorację wnętrz, tutoriale DIY, aż w końcu po eventy. Ile tam jest scenografii, ile bajkowych pomysłów, ile instrukcji, jak wykonać coś samemu! Coś ci się podoba? Zrób folderki i zapisuj. Wrócisz do tego, kiedy będziesz miał potrzebę. Połączysz różne elementy, które ci się podobają, a poprzez przeglądanie różnych inspiracji sam wpadniesz na własne pomysły. Pinterest potrafi otworzyć głowę i wypracować sobie konkretną estetykę, więc do dzieła!

  • Chodź na eventy jako uczestnik.

Pewnie pomyślałeś sobie:

„Czy fotograf chodzi do fotografa? Fryzjer do fryzjera? Mechanik do mechanika? Tego, nie wiem, ale po co event manager ma chodzić na eventy?”.

Idąc na wydarzenie jako gość możesz zobaczyć to, co masz na co dzień, z zupełnie innej perspektywy. Chodź do galerii, do teatru czy opery. Taki punkt widzenia jest potrzebny.

Event manager często staje się zblazowany  – wszystko wie i wszystko widział.

Dlatego dobrze jest spojrzeć na wydarzenie z innej strony. Oraz zrobić sobie rachunek sumienia. Dzięki temu możesz wpaść na nowe wnioski odnośnie swoich wydarzeń.