Event za burtą, ale uratowany! Open’er Festival 2019

Odwołane koncerty, fatalna pogoda, afera z influencerkami w restauracjach oraz… awaria Facebooka i Instagrama! Jeden z najpopularniejszych, polskich festiwali w tym roku mocno oberwał, w dodatku z przyczyn kompletnie losowych. Jednak mimo tych wszystkich pechowych wypadków organizatorzy wyszli z tego cało i udało im się odratować nadmorski festiwal! Który dla uczestników okazał się strzałem w dziesiątkę.

Nie bez powodu Open’er nazywany jest (czasem nieco ironicznie) „Polską Coachellą”. W końcu odbywa się nad morzem, jak na polski festiwal zaprasza na scenę całkiem sporą ilość światowej sławy artystów, a na samym wydarzeniu bawią się celebryci oraz influencerzy z pierwszych stron portali plotkarskich. Dodatkowo dress code na tym evencie przypomina niemały pokaz mody. Niektórzy planują swoje stylizacje już pół roku przed festiwalem, a pierwszego dnia Instagram tonie w zdjęciach krzyczących „ja na Open’erze #wymieniammarkiubrań”. Jednak mimo jego komercyjnej otoczki jest to całkiem niezły projekt, który od wielu lat ma swoich zwolenników. Na Open’er Festival każdy znajdzie coś dla siebie – jest pop, rock, elektronika, rap, występują artyści polscy i zagraniczni, a także headlinerzy, których nie powstydziłyby się wszystkie zagraniczne festiwale.

Jednak co w tym roku namieszało w planach organizatorom oraz uczestnikom? Losowe wypadki, które w dużej mierze mogły się złożyć także na kwestię finansową eventu. Co takiego się wydarzyło i jakie czynniki sprawiły, że wydarzenie finalnie okazało się sukcesem?

Czarny PR przed imprezą, czyli „głodujące” influencerki

Czy można zrobić czarny PR wydarzeniu, które znajduje się w „Top 5 eventów, na które musisz jechać” niemal każdego młodego człowieka? Wygląda na to, że tak.

Festiwal cieszy się również wielką popularnością wśród influencerów i instagramowych osobistości, co według wielu uczestników zabija klimat wydarzenia. Bo w końcu na festiwalu głównym punktem powinna być muzyka, prawda? Od paru lat Open’er to niestety dość kosztowna zabawa – same bilety z roku na rok osiągają coraz wyższe kwoty (599 zł za karnet, a 419 zł za bilet weekendowy), a ceny jedzenia i napojów w festiwalowej strefie gastro można porównać niezłej klasy restauracji.

Dlatego przed festiwalem jedna z restauracji w trójmieście zdecydowała się „pochwalić” screenami rozmów z influencerami, którzy nie powstydzili się pytań o… darmowe jedzenie. Wielu z nich motywowało swoją chęć gratisowego obiadu wspomnieniem o „promocji i oznaczeniu na swoim Instastory” oraz tym, że „jadą na Open’era, więc chcą zjeść w tej restauracji za darmo”. Afera obiegła cały internet  i stała się obszernym tematem żartów. Restaurator zdecydował się udostępnić publicznie wiadomości od „instagramerek” żeby pokazać odbiorcom, do czego takie osoby są zdolne. Położył także nacisk na to, że lokale powinny szanować swoją pracę i barterowe obiady dla średniej klasy influencerów są po prostu jedynie zachcianką, a nie skutecznym sposobem na promocję miejsca, które i tak ma już jakąś renomę.

Dlaczego ta sytuacja zaszkodziła wydarzeniu? Od wielu lat mówi się o fali influencerów i bogatych nastolatków, którzy „sabotują” ten festiwal małym zainteresowaniem koncertami i dużą chęcią… wydawania pieniędzy i lansu. Open’er dla niektórych jest świetnym, polskim festiwalem z dobrą muzyką, a dla innych modnym eventem, na którym po prostu trzeba być. Ta druga grupa szczególnie daje się we znaki tej pierwszej. I ich zdaniem niszczy magię festiwalu. Influencerzy, którzy wybierali się na festiwal i nie powstydzili się napisać do knajp o bezpłatny obiad stali się trochę takim paradoksalnym obrazem uczestnika tego eventu.

Awaria Facebooka i Instagrama to mały koniec świata

Wcześniej wspomnieliśmy już o influencerach, których na festiwalu nie brakuje. Z jednej strony są oni pozytywnym aspektem tego eventu, bo naturalnie nakręcają mu promocję w sieci. W końcu to dzięki nim między innymi wydarzenie jest tak popularnym i obleganym miejscem. Jednak w tym roku organizatorzy mieli wyjątkowego pecha – pierwszego dnia Open’era na Facebooku i Instagramie była… awaria. Użytkownicy nie mogli publikować zdjęć, a co za tym idzie – instastory i posty nie były widoczne. Żadne z nowo dodanych zdjęć na tym portalu po prostu się nie wyświetlały, użytkownicy mieli także problem z przesyłaniem ich na Messengerze. W związku z tym na mediach społecznościowych nie było żadnych wzmianek o tym wyjątkowo „internetowym” festiwalu.

Można powiedzieć, że dla obecności Open’era w social mediach to był prawdziwy cios. Jednak awaria nie trwała wieki i kolejnego dnia sieć obiegły zaległe zdjęcia z festiwalu. Problem rozwiązany!

Harmonogram strachu i deszczowe straty

Dwa pierwsze dni Open’era (środę i czwartek) można opisać jako wyjątkowo mało łaskawe. Pogoda nie oszczędzała uczestników i postanowiła potraktować ich deszczem, wiatrem oraz dość niską temperaturą. Przez to frekwencja na wielu koncertach mniej znanych artystów była nieciekawa, co zapewne odbiło się stratami dla organizatorów. O ile nieprzyjemna pogoda to coś, na co nikt nie ma wpływu i jadąc na festiwal pod chmurką każdy uczestnik musi liczyć się z tym, że może padać, to jednak kolejne niepowodzenia można było zniwelować.

Pierwszego dnia festiwalu harmonogram konkretnie się obsunął, a drugiego główną atrakcją był artysta ściągnięty w zastępstwie. Środa rozczarowała godzinnym opóźnieniem zespołu Vampire Weekend. Zespół nie wszedł na scenę o planowanej godzinie z powodu problemów związanych z dostarczeniem części sprzętu na teren festiwalu.  Przez opóźnienie całokształt harmonogramu nieco się posypał – kolejni wykonawcy tacy jak Diplo oraz Travis Scott również zaczęli swoje koncerty później, niż przewidywano.

Pechowi artyści

Czwartek to dzień, który przeszedł do historii Open’era. Pod względem fakapów, wypadków losowych i zdarzenia, które ostatecznie zaważyło na losach eventu. Jeszcze kilka tygodni temu wiadomo było, że o godzinie 0:30 zagra Lil Uzi Vert, jednak artysta odwołał swój przyjazd na festiwal.

Z przykrością informujemy, że Lil Uzi Vert nie wystąpi na tegorocznej edycji festiwalu. Nie znamy przyczyn odwołania koncertów i nie otrzymaliśmy żadnego oficjalnego oświadczenia artysty. Za chwilę ogłosimy gościa specjalnego Open’er Festival 2019 – mogliśmy przeczytać na facebookowym profilu Open’er Festival.

Ta godzina okazała się wyjątkowo pechowa. W zastępstwo udało się zorganizować koncert A$AP-a Rocky’ego. Niestety tutaj wydarzyła się kolejna, mało ciekawa historia – raper został zatrzymany w Szwecji za udział w bójce dzień przed swoim koncertem i musiał spędzić dłuższy czas na komisariacie. Organizatorzy stanęli na głowie, aby w ostatniej chwili wyczarować nowego artystę. W ciągu kilku godzin udało im się ściągnąć na scenę brytyjskiego rapera Stormzy’ego. Raper dał z siebie wszystko na scenie, a jego koncert był znakomity, jednak nie miał zbyt dużej widowni. Pogoda znowu dała się we znaki, więc wiatr i deszcz zniechęcił do udziału w koncercie znaczną część widowni, dlatego pod sceną pozostali tylko najwierniejsi fani.

Śmiecionośna sprawa

Niestety nierozłączną częścią krajobrazu eventu były… śmieci. Choć rok 2019 jest czasem uświadamiania ludzi w kwestiach ekologicznych, to Open’er nie należał do miejsc, które mogłyby uchodzić za najczystsze. O podobnym zdarzeniu mogliśmy przeczytać w relacji z Coachelli (CZYTAJ). Ludzie rzucali śmieci, gdzie popadnie i to nie była wina ekip sprzątających czy zbyt małej ilości koszy! Kosze były, nawet w nadmiarze, jednak festiwalowicze nic sobie z tego nie robili i rzucali odpady na trawę.

Problem śmiecenia dotyczy praktycznie każdego festiwalu i imprezy masowej, na której mamy od groma ludzi oraz alkohol. Mimo wszystko żaden problem nie jest niemożliwy do rozwiązania. Inny polski festiwal Pol’and’Rock znany szerzej jako Festiwal Woodstock poradził sobie z nadmiarem śmieci całkiem nieźle. Zorganizowano akcję „Zaraz Będzie Czysto”, która odnosiła się do znanego na Woodstocku hasła „Zaraz będzie ciemno” (pochodzącego z francuskiej komedii „Rrrr!”). Przedsięwzięcie miało angażować uczestników do posprzątania po imprezie – nie tylko po sobie, ale też po innych, a także do namawiania pozostałych do tego, aby przyłączyli się do akcji.

W dobrą stronę

Jak to się stało, że event owiany taką falą niepowodzeń skończył się dobrze, bogaty w pozytywne opinie, z ostatecznym sukcesem organizatorów? Mamy kilka teorii!

Po pierwsze – renoma. To była 17 edycja Open’era (licząc pierwszą, która akurat odbyła się w Warszawie). Przez taki czas festiwal zdążył stać się marką i eventem, na który zjeżdżają się tłumy. Znany jest ze świetnych line-up’ów, dlatego pewne wpadki są wybaczane przez tych, którzy przyjeżdżają do Gdyni przeżyć muzyczną przygodę.

Po drugie – wyczekiwani artyści i  świetne koncerty. Od niejednego uczestnika usłyszałam, że festiwal był magicznym miejscem pełnym genialnych koncertów. Przykład – koncert Lany del Rey, o której mówiono, że jej koncerty w naszym kraju nie należały do zbyt udanych. Problemy Lany z głosem lub niefortunne nagłośnienie rodziło plotki o jej wątpliwym wokalu. Jednak na Open’erze dała świetny koncert, który porwał tłumy. Ludzi było tak wiele, że sama Lana nie widziała ze sceny, w którym miejscu kończy się tłum! Wygrała muzyka, dla której w końcu przyjechało tam tyle ludzi!

Po trzecie – inne, mocne punkty festiwalu, czyli wszystkie atrakcje. Strefa Stranger Things i ściągniecie na festiwal serialowych aktorów okazało się strzałem w dziesiątkę. W końcu 4 lipca miała miejsce premiera 3 sezonu Stranger Things, więc czasowo był to strzał idealny. Wywiady z aktorami i atrakcje dla fanów serialu stylizowane na salon gier z produkcji Netflixa okazały się wielkim zaskoczeniem.

Po czwarte – szybka reakcja organizatorów na kocioł związany z odwoływaniem koncertów. W trakcie trwania festiwalu musieli operować na żywym organizmie i zorganizować koncert innego, jakościowego artysty, który wystąpi zamiast A$AP-a. W takim przypadku potrzebny jest stoicki spokój i niezłe zgranie, aby udało się uratować koncert i nikt nie poniósł większych strat. W dodatku umówmy się – ściągnięcie zagranicznego artysty „na już” to nie lada wyzwanie.

Wnioski są takie, że znany i lubiany festiwal zawsze się obroni. Dodatkowo, jeżeli organizator trzyma pieczę nad tym całym bałaganem i zrekompensuje uczestnikom pewne braki innymi atrakcjami – oni i tak będą zadowoleni. Bo w końcu przyjeżdżają na festiwal dobrze się bawić. I niech tak zostanie.