„Od dekady wspieramy polski event” – rozmowa z Adamem Żmudą, Event Katalog

Rocznik Event Katalog na stałe wpisał się w branżę jako lektura obowiązkowa każdego eventowca. O jego początkach, rozwoju na przestrzeni dekady oraz funkcjonowaniu drukowanej wersji publikacji w czasach digitalizacji rozmawialiśmy z Adamem Żmudą, dyrektorem zarządzającym z EventPolska.biz – wydawcy rocznika Event Katalog.

Zobaczcie, jak na przestrzeni lat ewoluował Event Katalog, przez jakie etapy przechodził i w jaki sposób stał się tak istotną pozycją dla każdego, kto obraca się w branży eventowej.

Zacznijmy od klasycznego pytania – skąd pomysł na stworzenie Event Katalogu?

Na przełomie 2009 i 2010 roku obserwowałem kilka rynków szeroko pojętego marketingu i reklamy. Zainteresowanie to wynikało z mojej dotychczasowej drogi zawodowej, przez 5 lat pracowałem na stanowisku specjalisty ds. reklamy w jednej z katowickich agencji reklamowych. Przez kolejne 2 lata pełniłem funkcję dyrektora technicznego w firmie organizującej międzynarodowe targi reklamowe, będącej wydawcą ogólnopolskiego miesięcznika branżowego.

Był to czas, gdy w Polsce zaczęliśmy dotkliwie odczuwać skutki wielkiego, światowego kryzysu. Oczywiście wśród sektorów najbardziej narażonych na recesję były właśnie te związane z marketingiem i reklamą i to one w pierwszej kolejności były brane pod uwagę przy cięciach budżetowych w większości firm.

Zaintrygowała mnie wtedy branża eventowa, stawiająca pierwsze kroki w Polsce. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że na tamten czas nie była to jeszcze branża, a dopiero „określający się” segment rynku reklamowego. Zainteresowanie to miało z kolei swoje podwaliny w moim wykształceniu, ponieważ jestem absolwentem Górnośląskiej Wyższej Szkoły Handlowej na kierunku Turystyka i Rekreacja – dziś można by powiedzieć, że to taki „eventowy” kierunek.

Miałem świadomość, że rynek eventowy w kraju jest traktowany bardzo „po macoszemu”, z uwagi na wspominany kryzys oraz na niedojrzałość tego sektora. To właśnie te czynniki były dla mnie determinantem wejścia na ten rynek i stworzenia narzędzia, które w przyszłości miało stać się najbardziej rozpoznawalną publikacją jednej z najbardziej chłonnych na rozwój branży w Polsce – branży eventowej.

Jak przez prawie 10 lat rozwijała się idea tego rocznika?

Event Katalog miał swoją premierę podczas II edycji Targów Technologii i Usług dla Koncertów, Eventów i Kongresów 2010, które odbywały się w nowo wybudowanej hali MT Polska na ulicy Marsa w Warszawie.

Wtedy główną ideą rocznika było stworzenie firmom z branży możliwości dotarcia do klientów za pośrednictwem publikacji swojej oferty na naszych łamach. Katalog był wtedy wyłącznie dystrybuowany na tym wydarzeniu. Miała to być swoista alternatywa dla wszystkich tych firm, które nie wystawiały się na targach, a które chciały zaistnieć w świadomości uczestników wydarzenia. To były swego rodzaju „targi na papierze”. Było to wtedy największe i jedyne wydarzenie w Polsce dedykowane temu odbiorcy.

Następnie wraz z ewolucją branży rozwijały się również możliwości naszej idei. W kolejnych latach, oprócz dystrybucji na targach, realizowaliśmy dedykowaną wysyłkę Event Katalogu, bezpośrednio na biurka osób, które zainteresowały się naszym tytułem, czy to za pośrednictwem targów, czy promocji w sieci.

Potem branża zaczęła się rozpędzać, powstawało wiele nowych, ciekawych wydarzeń, gdzie jako wydawca rocznika byliśmy zapraszani do objęcia ich patronatem medialnym, czy do partnerstwa przy organizacji tych imprez, tym samym zwiększały się nasze zasięgi, a co za tym idzie – także perspektywy naszego rozwoju.

Wiadomo, że 10 lat to wystarczająco dużo czasu, aby branża eventowa w naszym kraju znacznie się rozwinęła. Podobnie było ze strefą wizualną i trendami w grafice, komunikacji i prezentowaniu ofert. Jakie widoczne zmiany zaszły w katalogu i które z nich są najistotniejsze?

Wszyscy, którzy przez ostatnie lata śledzą wydania Event Katalogu, na pewno zauważyli, że każda kolejna edycja ma inny, nowy layout. Każde wydanie ma inną kolorystykę przewodnią – tu nie stoimy w miejscu. Od pierwszej edycji w każdej naszej okładce zawarty był niepowtarzalny przekaz, a projektowane były one przez absolwentkę Akademii Sztuk Pięknych w Cieszynie, dziś panią dr Jagodę Mitko–Rudź, autorkę wielu wernisaży i galerii w kraju i za granicą, wielokrotnie nagradzaną za swoje prace. Jesteśmy bardzo dumni z tej współpracy. Ponadto na przestrzeni lat, projektując rocznik, staraliśmy się wsłuchiwać w „głosy branży” i tworzyć go w taki sposób, aby był coraz bardziej czytelny i dostępny dla odbiorców.

Jedna z istotniejszych zmian nastąpiła w 2018 roku, kiedy podzieliśmy katalog na dwie części, tworząc dwuokładkową publikację. Z jednej strony publikujemy materiały merytoryczne i prezentacje firm w kontekście usług eventowych, a z drugiej robimy to samo w odniesieniu do obiektów eventowych. To tak, jakbyśmy skleili dwa katalogi w jeden. Opinie branży dotyczące tej zmiany są bardzo pochlebne, co bardzo nas cieszy.

Czy w dzisiejszych czasach digitalizacji sprawdza się papierowa wersji katalogu?

Skoro o nim mówimy, to bez wątpienia sprawdza się. Digitalizacja nie trwa od dziś i choć coraz bardziej się rozwija, to przewrotnie zaobserwować można co raz większe zainteresowanie „old school’em”, jakim między innymi są drukowane publikacje.

Natomiast musi to być „old school” na najwyższym poziomie, podobnie rzecz ma się w odniesieniu do digitalizacji. Wynika to z faktu, że Internet bombarduje nas obecnie mnogością swojego przekazu. Robi się coraz większy chaos komunikacyjny. Wymaga to od nas nakładów coraz większej energii w celu weryfikacji tych informacji.

Jeszcze kilka lat temu nierzadko słyszeliśmy opinie o tym, że katalog drukowany jest przeszłością, że tego już nikt nie używa, że przecież wystarczy PDF. Dlatego można było zaobserwować ekspansję PDF’owych wydawnictw, które tak szybko, jak się pojawiały, tak szybko znikały z rynku.

Dziś już nikt nie domaga się wyłącznie „cyber publikacji” – co było do przewidzenia. Po prostu firmy obierają określone strategie, mają coraz większą świadomość marketingową. Niewątpliwie są to bardzo dobre zmiany w kontekście rozwoju naszego wydawnictwa.

Jakiego rodzaju firmy mają zdecydowaną przewagę w roczniku?

Przewagę mają firmy z DNA rzetelności i innowacyjności, takich jest przewaga.

Co powoduje, że ludzie chcą znaleźć się w EventKatalogu?

Rzetelność i innowacyjność naszej pozycji. Nie bez znaczenia pozostaje też nasze doświadczenie i obecność na rynku od dekady. Katalog na stałe wpisał się w branżę jako lektura obowiązkowa każdego eventowca.

Jak oceniacie rozwój branży przez te 10 lat?

Jak wspominałem już we wcześniejszych wypowiedziach – branża bardzo ewoluowała. Widać to na każdym kroku. Jest to związane ze wzrostem gospodarczym i pozycją, jaką rynek eventowy miał 10 lat temu oraz z pracowitością i kreatywnością całej branży.

Czego brakuje w polskiej branży eventowej, a czego jest w nadmiarze?

Brakuje przekazu na wysokim poziomie merytorycznym. W branży eventowej jest zbyt wiele „eventu”, sztuki dla sztuki, a zbyt mało „treści”. Natomiast jestem przekonany, że w kolejnym 10-leciu, właśnie „treść” będzie stawać się kołem zamachowym branży.

Patrząc szerzej, ponieważ nie dotyczy to tylko branży eventowej, w nadmiarze zaobserwować można zbytnie zapatrzenie się na „zachód” i nie mam tu na myśli tego, że nie powinniśmy czerpać wzorców z bardziej rozwiniętych rynków, ale to, że nie możemy robić hurtowego „kopiuj-wklej”, bo tracimy tym samym swoją narodową tożsamość. Mamy piękny kraj, „pięknych” ludzi, swoją historię, wychowanie, kulturę i musimy to szanować. Czasy pokomunistycznych kompleksów już minęły, dlatego wywietrzmy z nich jeszcze nasze głowy, a wtedy będzie naprawdę dobrze.

Czy planujecie wprowadzenie kolejnych innowacji do nadchodzących edycji katalogu?

Tak, już tej jesieni szykujemy prawdziwą innowacyjną „petardę”, zapewniam, że jej blask nie umknie nikomu.