Perspektywa Prowadzącej – Joanna Zientarska

Joanna Zientarska

Dziennikarka radiowa i motoryzacyjna, bardzo często występująca w roli prowadzącej na wydarzeniach.

Jak postrzegasz rolę prowadzącego na evencie?

Rola prowadzącego zależy od rodzaju eventu. Kluczową kwestią jest to, do kogo mówimy. Inaczej prowadzi się plenerowy festyn, a zupełnie inaczej wieczorową galę. Najważniejszą rolą prowadzącego jest wyczucie odbiorcy i świadomość, po co stoi się na scenie. Za to kocham to, co robię. Kreatywność jest niemal nieograniczona, podobnie ilość ról, w jakie potrafimy się wcielać. Moment, w którym przykuwa się uwagę odbiorcy jest doskonałym potwierdzeniem, że efekt został osiągnięty. Prowadzenie imprezy to delikatna i bardzo nieprzewidywalna materia, która wymaga wyczucia i elastyczności.

 

Co najbardziej Ci przeszkadza, kiedy pracujesz na eventach?

Najbardziej przeszkadza mi bałagan organizacyjny. Brak określonych oczekiwań i określenia, w jakim kierunku zmierzamy z eventem. Na szczęście coraz rzadziej mi się to przytrafia i większość zleceniodawców ma przygotowany konkretny plan działań. Denerwujące są niedociągnięcia techniczne i zdarzyło mi się, że nie działały mikrofony lub gasło światło. Takie krytyczne sytuacje wymagają ekwilibrystyki i umiejętności reagowania na scenie w taki sposób, żeby zaproszeni goście jak najmniej odczuli dyskomfort. Pozostaje jeszcze smutna kwestia płatności, która niestety nie zawsze jest regulowana w określonym umową terminie.

 

Twoja rada dla organizatora, który pracuje z prowadzącym?

Prowadzący potrzebuje szczegółowego scenariusza i oddzielnie skróconego harmonogramu godzinowego. Czym innym jest przygotowanie się merytoryczne do prowadzenia (i tu trzeba mieć wiele wyczerpujących informacji), a czym innym trzymanie się na bieżąco grafiku. To dotyczy zwłaszcza eventów, które są skomplikowane i trwają kilka dni

 

Co Cię wkurza/irytuje w organizatorach eventów?

Denerwuje mnie brak komunikacji i konkretnych informacji. Często mam zarezerwowany termin i na kilka dni przed eventem sama muszę się dopraszać o scenariusz, harmonogram pracy i umowę. Zwłaszcza umowa powinna być podpisana od razu po ostatecznym potwierdzeniu terminu, a niestety często podpisuje się ją na kolanie tuż przed wejściem na scenę. Takie praktyki nie powinny mieć miejsca.

 

Jak zaczęła się Twoja przygoda z konferansjerką?

Moja przygoda z prowadzeniem eventów wynikła bezpośrednio z zawodu dziennikarza. To taki naturalny proces rozwijania swoich możliwości i umiejętności. Mówienie do ludzi w telewizji i w radio uczy pracy głosem i czarowania publiczności, co jest chyba najwspanialsze w tym zawodzie. Prowadzenie eventów ma podobną charakterystykę, tylko dzieje się tu i teraz. Nie ma miejsca na pomyłki. I to jest genialne!

 

Twój pierwszy raz na evencie jako prowadząca?

Pamiętam swoją pierwszą imprezę jakieś 20 lat temu. Wieczorna gala, światła na scenie i konieczność opanowania tremy, która niemal mnie zjadła. Niesamowite doświadczenie. I choć było to dla mnie ogromne wyzwanie, to wtedy właśnie poczułam, że to moje miejsce. Po kilku minutach gigantycznego stresu zaczęłam panować nad całością i poczułam falę satysfakcji. Zadziwiło mnie, że nikt tej tremy nie zobaczył /podpytałam zaufanych/ i to mnie utwierdziło w przekonaniu, że konferansjerka jest dla mnie.

 

Jak sobie radzisz ze stresem na scenie?

Stres i trema są zawsze i to czynnik mobilizujący. Dzięki nim jestem skoncentrowana na tym, co robię. Nawet lubię ten lekki dreszczyk przed wejściem na scenę. Na szczęście trema działa na mnie pozytywnie i w odpowiednich dawkach tylko pomaga. Już mi się nie zdarzają sytuacje, w których podniesiony poziom adrenaliny miałby mi przeszkodzić w jak najlepszej konferansjerce. A zdarzało mi się prowadzić eventy z wysoką gorączką i z lejącym katarem zblokowanym doraźnie dużą dawką kropli. I było to bez uszczerbku dla całości przedsięwzięcia.

 

Jak przygotowujesz się do pracy na evencie? Twoja rada dla początkujących prowadzących.

Początkujący prowadzący powinien mieć swój autorytet i na nim się wzorować poszukując jednocześnie swojego indywidualnego stylu. Są jednak pewne ramy, które „starzy wyjadacze” znają i się ich trzymają. Warto podpatrywać i kopiować dobre nawyki na scenie.