Życie Event Managera to jedna wielka impreza? Obalamy mity!

Organizator  wydarzeń to zawód marzeń! Siedzisz w hotelu pod palmą popijając darmowe Malibu i dyrygujesz mróweczkami, które zasuwają w upale montując jakąś scenę. Nocujesz w drogich hotelach, próbujesz wielu potraw i pijesz dobry alkohol. Masz hajsu więcej, niż właściciele kopalni bitcoinów, a pracujesz dwa dni w tygodniu.

Twoja praca polega na imprezowaniu i rozmawianiu z ludźmi (prawie jak na studiach, tylko odpłatnie!), a „harujesz” głównie w weekend – o ile organizowanie koncertu, kolacji czy pokazu mody to harowanie. Przecież to nie praca. To wieczny, niekończący się darmowy melanż. Za który jeszcze ci płacą.

Zapewne nie raz miałeś okazję usłyszeć od kogoś, że w swojej robocie to się obijasz. Zwykle z ust osoby, która nigdy nie pracowała przy organizacji wydarzeń. Właściwie nie ma co się dziwić – z zewnątrz eventowy świat wygląda jak bajka. Idealna oprawa, scenografia, pyszne jedzenie, piękne miejsca, rozrywka i on – event manager. Pan sytuacji. Jednak trzeba liczyć się z tym, że za tym idealnym efektem końcowym kryje się ciężka praca, nieprzespane noce i ogromny stres. Dzisiaj raz na zawsze obalamy mity związane z postrzeganiem osób pracujących w branży eventowej.

Pracujesz dwa dni w tygodniu

Wiele osób myśli, że organizator pracuje tylko w dniu montażu i eventu. Cała reszta zrobiła się sama. Albo robi ją w te dwa dni, bo ma magiczną różdżkę i umie czarować. No to musimy zmartwić wszystkich, którzy tak uważali – to nie jest prawda. Przygotowania trwają często już wiele miesięcy przed eventem, pracuje się normalnie. Tak, jak w każdej firmie. O ile nie więcej! Im bliżej eventu, tym więcej jest pracy, a skoordynowanie tylu ludzi to jednak nie lada wyzwanie.

Lans bans

Z eventu na event, w towarzystwie samej elity, z lampką Moeta w ręku ruszasz przez świat w nowej kreacji od Armaniego. Tak wygląda twoje życie. Jedna wielka impreza, trochę, jak w jakiejś „Dynastii” czy innej „Plotkarze”. Jesteś jak Blair Waldorf czy Fallon Carrington – dyrygujesz ludźmi i pilnujesz tego, aby świeczniki pasowały do kremu na torcie. A do rozpoczęcia eventu się upijesz. Ale przynajmniej dobrej jakości alkoholem! Jeśli wybierasz się do pracy w event marketingu i masz takie oczekiwania, to musimy cię zmartwić. Grubo się przejedziesz, bo to po prostu tak nie wygląda. Na imprezy nie chodzi się rekreacyjnie, a liczenie na to, że taka praca zapewni wam miliony darmowych koncertów, pokazów mody czy innych imprez, nie ma sensu. To jest praca i takie oczekiwania mogą po prostu skończyć się rozczarowaniem.

Dziewczyny na każdym kroku

Jeśli jesteś facetem, masz szczęście! Wokół ciebie są same piękne dziewczyny – hostessy. Podczas castingów możesz z każdą zamienić zdanie i zdecydować się na te, które… najbardziej ci się podobają. A jak inaczej! Niestety tych, którzy już zdążyli zainteresować się tematem, informujemy – to tak nie działa. Dziewczyny są tam w pracy, a ty podczas eventu nie masz zwyczajnie czasu na to, żeby z nimi flirtować. A nawet, gdyby taki czas się znalazł – to raczej mało profesjonalne. Więc jeśli ktoś naopowiadał ci, że event management to świetna okazja do poznania wielu ładnych dziewczyn, to… może to prawda, ale gwarantujemy, że będziesz tak zajęty, że możesz nawet nie mieć czasu zorientować się w tym, które hostessy to te ze zdjęcia! Za kobietami porozglądasz się po pracy! Jeśli będziesz miał na to siłę, bo po kilku dniach bez snu możesz nie mieć ani energii, ani… odpowiedniej aparycji.

Wieczna impreza i libacja alkoholowa

Co się robi na eventach? Pije! W jakich ilościach? W dużych! Przecież jeśli wydarzenie już wystartuje, to nie ma się co martwić. Można się napić. Open bar jest dla wszystkich, zwłaszcza dla ciebie. Twoja praca polega na ciągłym leczeniu kaca. W dodatku klinem. Bo ciągle jesteś pijany i cały czas zaliczasz kolejne imprezy. I płacą ci za to. To kolejna bzdura, bo – tak jak wspomnieliśmy wcześniej, na evencie trzeba mieć oczy dookoła głowy! Jesteś bacznym obserwatorem i „naprawiaczem” wszystkich fakapów, jakie dzieją się w międzyczasie.

To nie jest praca

„Bo prawdziwa praca to pójście do kopalni i zmęczenie fizyczne. Prawdziwa praca to konkretne zajęcie i trwa od 8 do 16. A organizowanie imprez? Ja sobie zrobię grilla, zaproszę sąsiadów i nikt mi za to nie zapłaci!” – powiedział każdy wujek/ciocia/dziadek/babcia w Polsce. Z jednej strony nie mają pojęcia co mówią, a z drugiej trochę ich rozumiemy. W końcu na przestrzeni lat powstało wiele nowych zawodów, niekoniecznie rozumianych przez osoby wychowane w dobie PRL-u. Kiedyś nie było event managerów, PR-owców, marketerów, blogerów, grafików komputerowych czy copywriterów. Teraz to dość popularne stanowiska, często te osoby pracują jako freelancerzy, czego nasi wujkowie i dziadkowie mogą nie rozumieć. I z autopsji wiemy, że nie zawsze warto się frustrować i im tego tłumaczyć ?.

Wstajesz późno, bo jesteś sam sobie sterem, wędkarzem i rybą

Jeżeli dla kogoś wstawanie o trzeciej w nocy przed realizacją to późno, to w sumie ma rację. Bo to późno w nocy. Godziny pracy bywają często nietypowe, jednak trzeba liczyć się z tym, że tydzień przed eventem pracuje się non stop. Musisz być dyspozycyjny rano i wieczorem, dać z siebie wszystko. Ustalanie sobie samemu pracy jest tu tak naprawdę obowiązkiem, a nie przywilejem. Bo od tego, jak rozłożysz sobie robotę zależy finalny sukces projektu.

Znasz same sławy i z nimi pijesz

Okej, praca w eventach faktycznie pozwala zdobyć kontakty do znanych ludzi. Ale prawda jest taka, że w większości przypadków nie rozmawia się z nimi osobiście, a z ich managerami. Poza tym fakt, część artystów i celebrytów jest otwarta na nowe znajomości, nie oznacza, że od razu zostaniecie przyjaciółmi. Bardzo często ani ty, ani oni nie macie czasu na „wspólne picie”, kiedy event trwa, a praca się nie kończy. Poza tym do twoich obowiązków należy świetne dogadanie się ze wszystkimi – z panią Krysią z hotelu, z panem technicznym, z panią celebrytką i z kurierem, który właśnie zgubił się w drodze do ciebie. Musisz być po prostu komunikatywny. A z kim „pijesz”? Twoja sprawa, ale gwarantujemy, że nie zawsze będą to gwiazdy estrady.

Bezstresowa praca na ciągłym… znieczuleniu

Bo ciągle jest impreza, a ty cały czas jesteś pijany. Ale event manager to jedna z najbardziej stresujących profesji świata. Jest się przebodźcowanym, ciągle pod mailem i pod telefonem, a w trakcie wydarzenia adrenalina jest tak wysoka, że możesz nie spać dniami i nocami! Bo praktycznie cały czas musisz coś załatwiać. Odpowiadasz za innych ludzi, co dodatkowo potęguje poziom kortyzolu w twoim organizmie! Jeśli to jest bezstresowa praca, to my jesteśmy z innej planety.

Hotele, jedzenie, spa – czyli wieczne wakacje all inclusive

Fakt, może i znasz większość hoteli w mieście, a nawet w kraju. Może i wiesz, jak smakuje jedzenie w wielu restauracjach czy firmach cateringowych. Jednak prawda wygląda tak, że… w hotelu nie masz kiedy się wyspać, a podczas eventu w restauracji nie masz kiedy zjeść.  BO JESTEŚ W PRACY. Bardzo stresującej pracy na żywym organizmie. I masz miliard rzeczy na głowie i bynajmniej nie są to dylematy „co na obiad: dziś homar, czy kawior”. Czy musimy dodawać coś więcej?

Po evencie jest sprawa zamknięta

Nawet ci, którzy jednak nie twierdzą, że masz taki lekki i łatwy zawód, uważają często, że po wydarzeniu możesz sobie odpocząć. Bo nie masz już co robić, więc czekasz sobie na hajs od klienta i lecisz na Bahamy. Prawda wygląda tak, że po evencie masz jeszcze mnóstwo papierologii i rozliczeń na głowie, a klient oczekuje raportów i stu innych rzeczy.

Zbierasz giftpacki jak pokemony

To największa bzdura ze wszystkich. Praktyka? Proszę bardzo! Giftpacki zwykle lądują u klienta. Jeśli uda ci się coś „wyciułać”, to są to zwykle jakieś resztki i ochłapy typu notes czy długopis. Event manager nie zbiera giftpackow jak influencerka na pokazie mody. On zbiera resztki, jeśli jakiekolwiek zostaną i będą mu dane.

Obaliliśmy mity, ale i tak kochamy tą branżę. Nie taki diabeł straszny, bo praca w eventach jest jak przygoda – pełna pasji i świetnych doświadczeń.